Dopiero teraz pułkownik przypomniał sobie ostatni list Aleksego Stiepanowicza, w

jego miejsce.
żwirowej ścieżki.
Sztywny trup. I tak powinno być. Atropos włożyła klucz do zamka i weszła do piwnicy, w której pod ścianami piętrzyły się zapomniane butelki starego wina. Przeszła szybko kilka kroków, znalazła ukrytą zapadkę i nacisnęła. Regał odsunął się, odsłaniając tajemne drzwi. Wśliznęła się bezszelestnie, zamknęła je za sobą i poczuła, jak ogarniają spokój emanujący z tego sekretnego miejsca. Ściany pomalowano na śnieżnobiałe, w wypolerowanych na błysk sprzętach można by się przeglądać. Na podłodze wyłożonej płytkami nie było śladu kurzu, w kącie stało białe plastikowe krzesło i matowe metalowe biurko. W pokoju znajdowały się też chromowana lampa, biały skórzany fotel, wieża stereo i równo ułożona sterta płyt CD. Dźwiękoszczelne panele izolowały piwnicę od reszty budynku. Wszystko w tym pokoju sprawiało wrażenie nieskazitelnego. Było to jej prywatne zacisze. Odcięte od świata. Z dala od miasta, ale w dogodnej od niego odległości. Ukryte i odizolowane. Idealne. Gdyby jeszcze mogła uciszyć ten hałas w głowie. Włożyła buty ochronne i czepek, wyjęła z pojemnika rękawiczki chirurgiczne i włączyła stereo. Pokój wypełniła cicha, kojąca muzyka barokowa. Nawet gdyby ktoś znalazł jej kryjówkę, nie byłby w stanie odgadnąć jej tożsamości, chociaż to, co by tu zastał, dałoby mu do myślenia. Ostrożnie wyjęła z torebki plastikowe zawiniątko i ruszyła w stronę biurka. Otworzyła kluczem górną szufladę i popatrzyła z zadowoleniem na swoje skarby: przezroczystą torbę ze zdjęciami i futerał zamykany na suwak. Nucąc cicho, Atropos otworzyła plastikową torbę i wysypała zdjęcia na biurko. Przejrzała je szybko, przerzucając błyszczące, podniszczone fotografie ze zręcznością krupiera w Las Vegas. Przyglądała się niewyraźnym obrazom znanych twarzy i zatrzymała na zdjęciu Josha Bandeaux. - Ajajaj! Co za niegrzeczny chłopiec. - Odwinęła z folii nożyczki chirurgiczne. Nierdzewna stal błyszczała, jedynie na czubkach ostrzy widać było ciemne plamy. Krew Josha Bandeaux zakrzepła na narzędziu zbrodni. Atropos przypomniała sobie wyraz twarzy Bandeaux, gdy przez moment miał szansę zobaczyć swoją oprawczynię, jego przerażenie, gdy uświadomił sobie, że oto nadszedł jego koniec, jego osobisty Armagedon. To było takie łatwe. Niezwykle łatwe. Obowiązek, ale jakże podniecający. Nie zabijanie ją podniecało, ale świadomość, że Bandeaux zdawał sobie ze wszystkiego sprawę. Na jego pięknej, przystojnej twarzy wyraźnie malował się śmiertelny lęk. Nawet teraz, przypominając sobie strach w jego oczach, poczuła słodki przypływ adrenaliny, który uciszył hałas w głowie. Niestety, nie miała czasu, żeby pławić się w rozkoszy zabijania. Musiała szybko działać. Przyjrzała się dokładnie zdjęciu Josha. Opalony, miał na sobie jedynie spodenki, jedną ręką obejmował piękną kobietę ubraną w żółte bikini. Tło stanowiły palmy i niesamowity zachód słońca, kobieta nie była oczywiście żoną Bandeaux. Nie, ta prawie naga opalona blondynka - czy nie nazywa się Millicent? - nie była nikim ważnym. Nawet dla Josha. Była dziwką. Ni mniej, ni więcej. Kimś niepotrzebnym. Czas się jej pozbyć. Ciach! Nożyczki zabłysły we fluorescencyjnym świetle. Zdjęcie zostało równo przecięte na pół i uśmiechnięta ślicznotka poleciała na podłogę, w zapomnienie.
kalifornijskie numery rejestracyjne. Na zdjęciu w kawiarni dało się dostrzec fragment
– Spokój! – burknęła na psa i głośniej zawołała: – Chwileczkę! Szybko wycisnęła wodę z
się rozwija śledztwo? Zawsze może wtedy wyprzedzać ich o krok.
otaczającą ją szkarłatną chmurą.
przeprasza za to, że zadzwoniła do niewłaściwego człowieka, ale zaraz dodała: – RJ, proszę,
Ale na kanapie, którą Kim wypatrzyła na wyprzedaży, nie siedziała żadna z nich. Nie
Doszła do platformy widokowej.
Była ładna. Drobna, sprytna, o delikatnej cerze, mogła się obejść prawie bez makijażu.
usiadł za biurkiem, odpalił komputer i sprawdził w poczcie elektronicznej, czy przyszły
Medium?
Lorraine nadaremnie szukała w jej twarzy choćby cienia litości, najmniejszej rysy na lodowej
likwidacja OFE

– Jest pilnowany na wypadek, gdyby chciał popełnić samobójstwo – wtrąciła Rainie. – To

Miała koński ogon, przyciskała torebkę do piersi. Wysiadł z samochodu i pokusztykał w
Zirytowana, że z powodu jakiejś wariatki musiała zmienić swoje obyczaje, wróciła do
zamykał się w sobie, kiedy je pobierali. – Na pewno pokryją się z tymi, które znaleźliśmy w
www.max-creative.pl/page/2/

– Niezły pomysł. – Poczuł się odrobinę lepiej. Zerknął na zegar na tablicy rozdzielczej. –

charaktery. A skutkiem jest coraz większa liczba niekontrolowanych wybuchów agresji,
– Ale czekaj pan! – zawołał błagalnie Mitrofaniusz, któremu z napięcia wystąpiły na
Chwyciła pierwszy lepszy nóż – mały nożyk do obierania owoców – i wrzasnęła dziko:
umowa o dzieło

ukrywał przed kolegami. Gdyby to wyczuli, nie daliby mu spokoju. Wiedział, co go teraz

Mitrofaniusz zrobił znaczącą pauzę – Akakiuszem. Będzie teraz Akakiusz Matwiejewicz. Złe
dwóch zmysłów: powonienia i wzroku. Z tego drugiego, co prawda, pożytku nie było: oczy
I skinął palcem na Berdyczowskiego: dawaj. Pan Matwiej, który tymczasem usiadł pod